MODLITWA

SPOTKANIE POOAZOWE
MSZA W KAPLICY ŚW. WERONIKI
Ks. Dawid Pietras
Gorzów Wlkp. 2010 r.

MODLITWA

Wprowadzenie:
Znajdujemy się w sanktuarium św. Weroniki Giuliani. Żyła w XVII wieku we Włoszech. Na chrzcie otrzymała imię Urszula. Była ostatnią z siedmiu córek, z których trzy wstąpiły do zakonu. Dwie córki zmarły przedwcześnie. Kiedy Weronika miała 7 lat, umarła jej matka. Przed śmiercią zgromadziła 5 córek wokół siebie i powierzyła je pięciu ranom Chrystusa. Urszuli przypadła rana w boku. To określiło jej życie. Wstąpiła do zakonu Klarysek. Programem jej życia było „cierpieć dla miłości”. Jej agonię poprzedziła 33-dniowa agonia potrójnego czyśćca: bólu fizycznego, cierpień moralnych i pokus diabelskich. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Znalazłam miłość”.

W jej biografii nazwano ją „najpiękniejszą duszą, jaką Bóg zesłał na ziemię”. Joachim Perci, późniejszy Leon XIII powiedział: „żadne stworzenie, z wyjątkiem Matki Bożej, nie było od niej bardziej przyozdobione w dary nadprzyrodzone”.

Chciejmy dziś w tym sanktuarium św. Weroniki – jedynym w Polsce – podjąć refleksję nad modlitwą!
 

HOMILIA:

„Nie dziwię się, Panie Boże, że moje modlitwy padają na ziemię tak daleko od Ciebie. Przecież ja sam często nie słucham tego, co w nich wypowiadam. Moja modlitwa bywa dla mnie nierzadko jakimś „zadaniem” (…), które załatwiam i jestem rad, że mam je już za sobą. (…) Jakże człowiek może z Tobą rozmawiać? Jesteś przecież tak daleki i nieuchwytny. Kiedy się modlę, czuję się tak, jakby wszystkie moje słowa padały w ciemną otchłań, z której nie wraca żadne echo będące znakiem, że moja modlitwa znalazła dno Twego serca. Przez całe życie tak się modlić, mówić, nie słysząc odpowiedzi – Panie, czy to nie za wiele jak na mnie?”.

Drodzy Młodzi!

Słowami takiej modlitwy teolog Karol Rahner opisywał swą modlitwę! A właściwie czas oschłości w życiu człowieka. Czas, w którym WYDAJE SIĘ, ŻE BÓG NAS OPUŚCIŁ… CZAS, W KTÓRYM NIE CZUJEMY JEGO OBECNOŚCI PEŁNEJ MIŁOSCI!

Nie oszukujmy się… większość ludzi ma – jak sama mówi – „PROBLEMY Z MODLITWĄ…”

My – jako ludzie Kościoła – mieliśmy pewnie doświadczenia głębokiej modlitwy… która mogłaby trwać bez końca… doświadczenie takich mszy, które mogły by trwać i trwać… Sam chętnie bym wrócił do dnia święceń kapłańskich i prymicji…

Jednak w życiu każdego z nas pojawiają się etapy modlitwy suchej, pozbawionej uczuć. BEZ WĄTPIENIA, WTEDY TRUDNO SIĘ MODLIĆ! Tymczasem właśnie wtedy modlitwa w takim stanie może mieć szczególną wartość!

Wymowna jest tu przypowieść jednego ze świętych o królewskim grajku i o królu. Grajek ten zaczął stopniowo tracić słuch, co jest dramatem dla muzyka. W końcu przestał słyszeć. Wtedy muzyka przestała go pociągać, a granie stało się wręcz udręką. Król zaś wciąż pragnął słuchać jego muzyki. Grajek więc grał dalej – z tym, że OD TEJ PORY TYLKO DLA KRÓLA.

Podobnie Ludwik van Beethoven stracił słuch i dyrygował orkiestrą bez słuchu. Po skończonym koncercie ktoś podszedł do niego i odwrócił go w stronę publiczności. Cała publiczność nagradzała go aplauzem na stojąco!

Kiedy modląc się odczuwamy obecność Boga, czujemy się dobrze, a modlitwa nas pociąga. Jednak przy oschłości duchowej odkryjesz prawdę o modlitwie tylko dla Boga!

Tu ważna jest WIERNOŚĆ! Śpiewamy: „Na zawsze Bóg jest wierny, na zawsze mocny jest, na zawsze Bóg jest z nami, na zawsze…”. A czy ja jestem mu wierny? Czy jestem wierny codziennej modlitwie, niedzielnej mszy św.? Czy pragnę się z Nim spotkać, bez względu na to, że spotkanie to będzie trudne, a może po prostu nudne? Czy pragnę się z Nim spotkać, właśnie DLATEGO, ŻE TO JEST MÓJ MISTRZ, KTÓRY ZA MNIE ODDAŁ ŻYCIE NA OŁTARZU KRZYŻA i jest wierny?

Jeden z papieży powiedział, że tylko raz w życiu odczuł działanie Boga! Sam Ojciec święty! Jakie oschłości na modlitwie przeżywała bł. Matka Teresa z Kalkuty, Teresa od Dzieciątka Jezus i wielu świętych… ale wytrwali do końca… Również Maryja w wieku pięciu lat przestała miewać pokrzepiające wizje aniołów, a przyszedł czas zupełnej pustki w odczuwaniu Boga. I trwało to aż do zwiastowania w wieku 15 lat!

Bóg milczy, ale działa” – powiedział Benedykt XVI w Polsce do kapłanów.

Św. Gertruda zapytała Jezusa: „Dlaczego moja modlitwa tak często nic nie skutkuje?”. Odrzekł jej Jezus: „Jeżeli Ja, którym jest Mądrością niedościgłą, nie wysłuchuję niekiedy twej modlitwy wedle twego życzenia, to zawsze jednak przeznaczam dla ciebie rzeczy pożyteczniejsze, ponieważ dla niedołęstwa ludzkiego lepszych rzeczy rozróżnić nie umiesz”. Innym razem zapytała: „Na co zda się moim przyjaciołom, że tak często modlę się za nimi, kiedy przecież żadnych nie widzę owoców mej modlitwy?”. A Chrystus odpowiedział: „Nie dziwuj się temu, że nie widzisz rzeczywistych owoców twej modlitwy, gdyż udzielam ich tylko podług Boskiej mojej Mądrości z pożytkiem dla każdego. Lecz powiem ci: im częstsza jest modlitwa za kogo, tym więcej jest błogosławiony, albowiem wierna modlitwa nigdy nie będzie bezskuteczna, chociaż drga mojej Łaski często jest nieodgadniona”.

Nie ulegajmy więc pokusie REZYGNACJI! Bo mimo iż abp Józef Michalik powiedział, że w Polsce jeszcze mnóstwo ludzi się modli, to i tak wielu już zarzuciło modlitwę!

Pozostaje jednak wciąż pytanie, które stawiał podczas swej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II:

JAK SIĘ MODLIĆ?

Ks. Tadeusz Dajczer w znanej książce „Rozważanie o wierze” wymienia KILKA FORM MODLITWY:

Pierwsza to najbardziej znana forma modlitwy słowem, która może przyjąć zabarwienie błagalne, dziękczynne, ekspiacyjne lub uwielbienia.

Jest jeszcze jeden prostszy sposób modlitwy. Ten drugi sposób to modlitwa, którą można nazwać: pamięć na obecność Boga. Wystarczy uświadomić sobie w ciągu dnia, że Jezus jest przy mnie, co przyniesie mi pokój serca.

Innym sposobem modlitwy jest modlitwa milczeniem. Podobnie jak między kochającymi się ludźmi nie potrzeba słów… oni rozumieją się bez słów.

Jan Paweł II spędzał wiele godzin na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Po ŚDM we Francji Jan Paweł II poprosił, by zawieźli go do kaplicy wieczystej adoracji. Kiedy tak klęczał po całym intensywnym dniu, osobisty sekretarz podszedł i zaproponował przerwę dla odpoczynku. Wtedy usłyszał słowa: „Stasiu, ja tu odpoczywam”.

ON TRWAŁ PRZED JEZUSEM… JAK MARIA, KTÓRA OBRAŁA LEPSZĄ CZĄSTKĘ SŁUCHAJĄC JEZUSA…

I jeszcze jedna forma modlitwy… modlitwa gestem. Dlaczego nie mogę uśmiechać się do Ukochanego? Sam pamiętam sytuację, kiedy jako ceremoniarz zajęty liturgią Bożego Ciała w Zielonej Górze szedłem nieświadomie przy samym Najświętszym Sakramencie. I pamiętam młodą dziewczynę, która uśmiechnęła się do Białej Hostii!

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus 2 tygodnie przed śmiercią, bardzo chora, obrywała z róży płatki i obsypywała nimi swój zakonny krucyfiks z miłością. Następnie każdym płatkiem ocierała rany przebitych dłoni i stóp Jezusa. Była to modlitwa pragnienia, by ulżyć Jezusowi w cierpieniach.

WIELORAKIE SĄ WIĘC FORMY MODLITWY! Nie ma jednak modlitwy bez Ducha Świętego, który jest DUSZĄ MODLITWY!

Prośmy nieustannie Ducha Świętego, by modlił się w nas! „Gdy bowiem nie umiemy się modlić, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach…”. Bez Ducha Świętego nikt nie powie: Panem jest Jezus. Bez Niego nikt nie może się modlić… Dlatego kard. Newman porównując Ducha Świętego do słońca modlił się do Niego: „Podobnie jak nie mogłyby żyć nasze ciała, gdyby słońce zgasło, tak nasze dusze żyć nie mogą, kiedy Ty jesteś daleko…”

Często daję ludziom praktyczne wskazówki, by podczas modlitwy otwierali Biblię, zapalali świecę, wpatrywali się w obrazek, klękali, wzywali mocy Ducha Świętego, Maryi, Michała Archanioła, ale nade wszystko nie śpieszyli się, bo „modlitwa nie znosi pośpiechu, a pośpiech znosi modlitwę”!

MAMY TRACIĆ CZAS DLA JEZUSA – jak mówił Jan Paweł II.

Św. Weronika Giuliani podkreślała, że by dobrze się modlić najpierw trzeba „poznać siebie” i „poznać Boga”, czyli uświadomić sobie, przed kim staję. Następnie potrzebna jest pokora, którą określiła jako „całkowite ogołocenie siebie”, aż do „uśmiercenia własnej woli”. Wtedy ukaże się prawdziwy cel modlitwy: „poszukiwanie czystej woli Boga”.

Zagrajmy śmiało Bogu na harfie naszego życia. Zagrajmy w mocy Ducha Świętego! Wypowiadajmy Mu nasze życie, dzień po dniu, bez względu na to, czy Go czujemy… czy przeżywamy modlitwę w radości… czy w oschłości… zagrajmy na wszelkie sposoby… słowem, myślą, pragnieniem, uśmiechem, gestem, obecnością, ciszą…

CHODZI O TO, BY ŻYĆ W ATMOSFERZE BOGA! „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”.

Bł. Anna Katarzyna Emmerich powiedziała, że „Jedna myśl o Bogu ma nieskończenie większą wartość niż cały wszechświat i ziemia z wszystkimi jej bogactwami”. NASZA DUSZA JEST JAK SKARBONKA! Każde westchnienie, gest, poruszenie serca to bezcenny dar, który proporcjonalnie zamieni się nam w szczęście niebieskie!

Bo pamiętajmy o sentencji z zegara wadowickiego:

CZAS UCIEKA, WIECZNOŚĆ CZEKA”