ŚW. JÓZEF RZEMIEŚLNIK, CIEŚLA

Ks. Dawid Pietras FSSP

Św. Józefa Rzemieślnika
Kazanie, 1 V 2026

Św. Józef Rzemieślnik, Cieśla

Przezywamy dziś święto I klasy – św. Józefa Rzemieślnika. Ustanowił to święto papież Pius XII w 1955 r., aby wskazać św. Józefa jako patrona ludzi pracujących i wzór dla pracujących. Dlatego św. Józef niejednokrotnie przedstawiany jest z narzędziami stolarskimi. Jest to więc drugie święto obok święta św. Józefa Oblubieńca NMP, które obchodzimy 19 marca. Bez wątpienia, wielkośc i godność Józefa łączą się z Jego powołaniem do bycia małżonkiem Maryi, a następnie opiekunem, ojcem Jezusa Chrystusa. Dzisiejsze święto skupia nas na aspekcie pracy Józefa. 

Rzeczywiście na kartach Biblii św. Józef określany jest jako "cieśla", "stolarz", „rzemieślnik” (gr. tekton). W Litanii do św. Józefa wołamy do niego: Exemplar opificum, co znaczy „Przykładzie rzemieślników”. Natomiast mieszkańcy Nazaretu – o czym dziś w Ewangelii – słysząc, jak Jezus przemawia, zastanawiali się: «Czyż nie jest on synem cieśli?» (Mt 13, 55; por. Mk 6, 3). Bez wątpienia bowiem Jezus wykonywał zawód ojca. Nasz Zbawiciel bym cieślą. W tych słowach słyszymy zdziwienie ludu, że ktoś kto wykonywał zawód cieśli, zawód ojca, bez wykształcenia intelektualnego, mógł przemawiać z taką mądrością!

Św. Justyn Męczennik w Dialogu z Żydem Tryfonem napisał: Gdy zaś Jezus przybył nad Jordan, ludzie mniemali, że jest synem cieśli Józefa. Był w postaci niepozornej, jak Pisma głosiły, a uchodził za cieślę, bo przebywając wśród ludzi, ciesielskie wykonywał prace, pługi i jarzma, ucząc symbolów sprawiedliwości i życia pracowitego”.

Niektórzy badacze przypuszczają, że św. Józef mógł być rzemieślnikiem zajmującym się również kamieniem lub pracą z metalem, srebrem bądź złotem. Św. Hilarion określił Jezusa: „Był synem kowala, który ujarzmia żelazo ogniem”. Inni uważali go za budowniczego bądź architekta. Jednak najbardziej ugruntowane jest przekonanie, że pracował na drewnie. Św. Tomasz z Akwinu napisał: „Jezus był uważany za syna Józefa, który nie był kowalem, ale pracował w drewnie”. Mógł wyrabiać pługi i inne narzędzia, ale także być budowniczym domów czy tarasów z drewnianym zadaszeniem. Opinia św. Ambrożego, że Józef był ekspertem w obróbce żelaza, a także w drewnie, będącym materią, która bezpośrednio należy do rzemiosła stolarskiego, może wyjaśnić pozorne rozbieżności w opiniach o jego zawodzie.

Św. Jan Chryzostom zwrócił uwagę na bardzo ciekawą symbolikę związaną z zawodem Józefa i Jezusa: „Maryja została poślubiona cieśli, ponieważ Jezus, Oblubieniec Kościoła, miał dokonać zbawienia świata za pomocą drewna Krzyża”.

Św. Józef chętnie poddawał się obowiązkowi pracy, oddając w ten sposób chwałę Bogu i zasługując na nagrodę wieczną (lekcja). Jezus także podjął się zawodu ojca, pomagając mu w utrzymaniu domu. Podobnie później chętnie podejmie drzewo krzyża, które poniesie na Golgotę i umrze na nim dla naszego odkupienia. Podobnie zawód ten może być odczytany jako zawód architekta. Wskazywałoby to na Jezusa jako Słowo Ojca, przez które przez Boga Ojca ukształtowany został wszechświat.

W ten sposób utrzymywał byt Świętej Rodziny. Pius IX napisał: Św. Józef karmił z pracy rąk własnych Przedwieczne Słowo Wcielone, Chleb Anielski, z nieba zesłany dla wszystkich na życie wieczne. Św. Józef wykarmił więc Tego, który sam stał się Pokarmem dla nas w Eucharystii.

Natomiast Leon XIII w encyklice Quamquam pluries poświęconej św. Józefowi napisał: „Biedacy i rzemieślnicy i ci wszyscy, którzy mniejszym cieszą się majątkiem, powinni ze swej strony także się do św. Józefa uciekać i upatrywać w nim to, co mogliby naśladować. Przecież pochodził on z rodu królewskiego, za małżonkę miał najświętszą z wszystkich niewiast, uważano go za ojca Syna Bożego, a mimo to życie spędził na pracy oraz rękami własnymi i rzemiosłem zdobywał to, co było potrzebne do utrzymania swoich bliskich. Jeśli się prawdy szuka, okazuje się, że stan biedniejszy nie jest godzien pogardy, a praca rzemieślnicza nie tylko daleka jest od hańby, lecz w połączeniu z cnotą może się uszlachetnić. Józef zadowolony był z tego, co miał na własność, choć było tego niewiele, a trudności, które z konieczności łączą się z życiem skromnym, znosił spokojnie i wielkodusznie za przykładem swego Syna, który choć był Panem wszechświata, przyjął postać sługi i dobrowolnie znosił nędzę i niedostatek.”

Św. Rodzina musiała uchodzić za ubogą, ponieważ przy ofiarowaniu w świątyni złożyli „parę synogarlic albo dwa młode gołębie”, co stanowiło „ofiarę ubogich”. Bardziej zamożni składali w ofierze baranka. Wskazuje to na ich skromny status materialny. 

Papież Jan Paweł II napisał adhortacje apostolską Redemptoris custos o św. Józefie. W tym dokumencie tak skomentował kwestię pracy św. Józefa: „Codziennym wyrazem miłości jest w życiu Rodziny nazaretańskiej praca. Zapis ewangeliczny utrwalił rodzaj tej pracy, przez którą Józef starał się zapewnić utrzymanie Rodzinie: cieśla. To jedno słowo obejmuje ciąg wszystkich lat życia Józefa w Nazarecie. Dla Jezusa są to lata życia ukrytego, o których mówi Ewangelista (po wydarzeniu w świątyni jerozolimskiej): „... poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany” (Łk 2, 51). Owo „poddanie”, czyli posłuszeństwo Jezusa w domu nazaretańskim bywa powszechnie rozumiane również jako uczestniczenie w pracy Józefa. Ten, o którym mówiono, że jest „synem cieśli”, uczył się pracy od swego domniemanego „ojca” (nr 22)”. Dlatego, jak dodał papież, „Ważną rolę w procesie ludzkiego wzrastania Jezusa „w mądrości, w latach i w łasce” odgrywała cnota pracowitości.”

Na koniec chciałbym powiedzieć o cudzie, który wydarzył się w 1881 r. w miejscowości Santa Fe w USA. Pewien starzec, który przybył na osiołku przez całe noce pracował nad zrobieniem schodów na chór nowo wyremontowanego kościoła, by umożliwić siostrom modlitwę na chórze. Wcześniej architekci nie mieli pojęcia jak zbudować schody i postawili drabinę. Wpuściły więc siostry owego staruszka do kaplicy i pozwoliły pracować. On zaś postawił dwa warunki: nie chciał nikogo do pomocy i nie chciał, żeby ktokolwiek przyglądał się jego pracy. Drzwi do kaplicy zamknął na klucz. Staruszek z osiołkiem miał ze sobą niewiele narzędzi: młotek, piłę, kątownicę. Przez kilka miesięcy kręcił się po kaplicy i klasztornych zabudowaniach, na zmianę piłując i mocząc drewno. Wreszcie skończył. Po trzech miesiącach schody były gotowe. I wtedy się okazało, że nie są to takie zupełnie normalne schody… Miały 33 stopnie, tyle, ile lat żył Jezus. Wiły się spiralnie w górę bez żadnej podpory. Nie miały ani jednego gwoździa. Na dodatek nie miały poręczy. Nikt nie potrafił zrozumieć, jakim cudem to się trzyma?

Wdzięczna matka Magdalena, przełożona wspólnoty, chciała zapłacić dziwnemu staruszkowi, a nawet na jego cześć wydać przyjęcie, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Okazało się, że cieśla zniknął. Zaczęła więc rozpytywać o niego w miasteczku, licząc na to, że nie mógł mieszkać daleko. Staruszka z osiołkiem jednak nie tylko nikt nie znał, ale nawet nigdy nie widział. Siostra przyjęła zatem inny trop. Wymyśliła, że skoro staruszek zbudował wysokie schody, to musiał kupować gdzieś drewno. Zaczęła rozpytywać o niego w okolicznych tartakach. Tu jednak również nikt nie słyszał o staruszku z osiołkiem. Nikt nie kupował takiej ilości drewna. Co więcej: drewna, użytego do budowy dziwnych schodów, w ogóle w okolicy nie było, mimo że siostry próbowały je znaleźć. Ten gatunek świerku najbliżej rósł – na Alasce, prawie 6 tysięcy kilometrów dalej. Nawet w XXI w. transport drewna na taką odległość byłby mało racjonalny, a dla dziewiętnastowiecznego staruszka z osiołkiem był wręcz niewykonalny.
Dziś do kaplicy w Santa Fe pielgrzymuje nawet 250 tys. pielgrzymów rocznie. Po schodach wejść nie mogą – można je tylko obejrzeć przez chroniącą je barierkę.

Przypominają mi się słowa Psalmu 126: Jeżeli domu Pan nie zbuduje, darmo się trudzą ci, którzy go wznoszą. (Ps 126)

Bez wątpienia, św. Józef jest dla nas wzorem tej cnoty i do niego odnośmy się w sprawach pracy, w modlitwach o dobrą pracę… itp. Niech On nam patronuje w naszych codziennych posługach, przedsięwzięciach i działaniach.