JEZUS BRAMĄ OWIEC

Ks. Dawid Pietras
IV Niedziela Wielkanocy, Rok A
J 10,1-10
Gorzów Wlkp.

JEZUS BRAMĄ OWIEC

W dzisiejszej Ewangelii staje przed nami piękny obraz pasterza i owczarni. Obraz pasterza, który wchodzi do zagrody i wyprowadza swoje owce na urodzajne pastwiska. Pasterz woła swe owce po imieniu, a one znają jego głos (J 10,4). Natomiast występują tam jeszcze złodzieje i rozbójnicy, wdzierający się do stada nie przez bramę, ale inną drogą.

Ta przypowieść, którą opowiedział Chrystus jest bogata w znaczenie. Bez wątpienia pasterzem jest Chrystus, owczarnią Kościół katolicki. Owce znają głos pasterza, słuchają jego głosu i idą za nim. To oznacza, że wierni znają nauczanie Chrystusa, które przekazuje Kościół katolicki i żyją według jego wskazań.

W dalszej części, kiedy sam Jezus wyjaśnia uczniom znaczenie tej przypowieści idzie niejako dalej w tych obrazach. Otóż, sam siebie porównuje do bramy wyjściowej z zagrody. Mówi, że jest bramą owiec (J 10,7). Każda owca, która wejdzie przez tę bramę znajdzie pastwisko. „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko”(J 10,9).

Z tych słów Chrystusa jasno wynika, że jedynie w Jezusie jest wieczne zbawienie. Każdy inny, który proponuje zbawienie poza Jezusem jest rozbójnikiem i złodziejem, bo chce ukraść owce i sprowadzić je na manowce. Jezus mówiąc o nich miał przede wszystkim na myśli fałszywych mesjaszy, ale czy dzisiejszy świat nie jest pełen fałszywych nauczycieli? Powstało już ponad 30 000 denominacji protestanckich, w których jeden pastor zaprzecza drugiemu. Podobnie jest dziś moda, by w imię tolerancji inne religie stawiać na równi z katolicyzmem i obwoływać je narzędziami zbawienia! Nawet wychwalany przez media duchowy przywódca hinduizmu Mahatma Gandi w przemówieniu skierowanym do chrześcijańskich misjonarzy w 1925 roku powiedział: „Mój rozum nie jest skłonny by uwierzyć, że Jezus, dosłownie, przez Swoją śmierć i przez Swoją krew odkupił grzechy świata!”. Nawet on nie chciał wejść przez bramę – Chrystusa.

Ilu to już próbowało wyzwolić ludzkość od zła, przynieść pokój na ziemi poprzez systemy totalitarne, racjonalizm, liberalizm czy ateizm? Jakże wiele głosów rozbrzmiewa wokół nas, medialnych głosów o treści sprzecznej z nauką Chrystusa? Ilu powstało współczesnych idoli, którzy zawładnęli myśleniem młodych ludzi? Dlatego trzeba nam słuchać głosu Pasterza-Chrystusa, by za Nim pójść. Trzeba zgłębiać Pismo św., Katechizm Kościoła Katolickiego, nauczanie papieskie, czytać dzieła Świętych, korzystać z mediów katolickich, żyć życiem sakramentalnym i modlitwą, by nikt nas nie zwiódł. Trzeba nam uczyć się głosu Chrystusa, który mówi przez Kościół katolicki, by się nie pomylić, by wiedzieć za kim podążyć.

Jeśli pójdziemy za głosem Jezusa, a nie za obcymi bogami czy głosami tego świata, będziemy mogli powtórzyć słowa pieśni:

„Pan jest pasterzem moim
Niczego mi nie braknie
Na niwach zielonych pasie mnie
Nad wody spokojne prowadzi mnie”.

Jednak słuchanie głosu Chrystusa i podążanie za nim nierzadko wiąże się z cierpieniem i wyrzeczeniami, a nawet prześladowaniami. W drugim czytaniu św. Piotr uczy nas dziś: „To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a znosicie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami”(1 P 20b-22). Droga do zbawienia, które jest w Chrystusie jest więc drogą trudną i usłaną cierniami. Dlatego wielu woli słuchać fałszywych nauczycieli dzisiejszych czasów, którzy są zawsze mniej wymagający. Wielu dziś ucieka od cierpienia, zapominając, że DROGA NA NIEBIAŃSKIE PASTWISKA WIEDZIE PRZEZ CIERPIENIE NA WZÓR CHRYSTUSA.

Dziś usłyszeliśmy w drugim czytaniu: „Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych”(1 P 2,25). Podążajmy wytrwale za naszym Boskim Pasterzem mimo cierpień i przeciwności. Słuchajmy Jego głosu, by mógł w godzinie naszej śmierci zawołać nas PO IMIENIU i zaprosić na niebiańskie pastwiska. Jezus przyszedł po to, „żeby owce miały życie i miały je w obfitości” – jak sam powiedział (J 10,10b). To życie i obfitość mogą być obrazem radości nieba.

Dzisiejsza przypowieść przypomniała mi fragment z Dzienniczka św. Faustyny o dwóch drogach: o drodze lekkiej beztroskiego życia i drodze podążania za głosem Pana.

„W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna droga szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki, i różnych przyjemności. Ludzie idą tą drogą, tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegając, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść; jak szły, tak wpadały. A była ich tak wielka liczba, że nie można było ich zliczyć.

I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród, przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia, i wchodziły tam te wszystkie dusze” (Dz 153).

Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie,
będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie,
i znajdzie pastwisko”
(J 10,9).