O WIERZE KATOLICKIEJ I GRZECHACH PRZECIWKO WIERZE

Ks. Dawid Pietras
Gorzów Wlkp. 10 VI 2017 A.D.

O ŚWIĘTEJ WIERZE KATOLICKIEJ I GRZECHACH PRZECIWKO WIERZE

Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1) – czytamy w Liście do Hebrajczyków. W dzisiejszej katechezie pragniemy kontynuować podjęty cykl o cnotach chrześcijańskich. Spójrzmy dziś na cnotę teologalną wiary, czyli na wiarę katolicką. Zapytamy się na początku, jaka jest definicja i przedmiot wiary. Następnie omówimy grzechy przeciwko wierze. Oczywiście mamy świadomość, że nie wyczerpiemy w tym kazaniu całego zagadnienia wiary, o której mówić by można wiele. Poruszymy więc sprawę fundamentalną, czyli istotę cnoty wiary.

Wiemy, że istnieją trzy cnoty teologalne (teologiczne, boskie): wiara, nadzieja i miłość. Są one cnotami wlanymi przez Boga i stanowią rękojmię obecności i działania Ducha Świętego. Bezpośrednim przedmiotem cnoty boskiej jest Bóg jako cel nadprzyrodzony i cnota ta wprost kieruje do Niego – naucza św. Tomasz a Akwinu. Bóg cnoty te wlewa wraz z łaską uświęcającą. Są one konieczne do zbawienia, gdyż bez nich ani rozum ani wola nie może nakierować się na cel nadprzyrodzony.      

  1. Definicja i przedmiot katolickiej wiary.  

W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajduje się taka definicja wiary jako cnoty nadprzyrodzonej: „Wiara jest cnotą teologalną, dzięki której wierzymy w Boga i w to wszystko, co On nam powiedział i objawił, a co Kościół święty podaje nam do wierzenia, ponieważ Bóg jest samą prawdą” (KKK 1814). Tę definicję każdy katolik powinien znać na pamięć, nawet obudzony w środku nocy. Wiara więc jest uznaniem za prawdę tego, co Bóg objawił. Dlatego mówimy o skarbie wiary, którym jest właśnie to, co On objawił. A to, co Bóg objawił zawarte jest W BIBLII I TRADYCJI APOSTOLSKIEJ. Są więc dwa źródła Objawienia: Pismo św. i Tradycja Apostolska. I oba źródła nazywamy słowem Bożym. Tę prawdę objawioną Kościół katolicki poprzez Nauczycielski Urząd tłumaczy i podaje do wierzenia. Kiedy więc mówimy o wierze katolickiej powinniśmy również wyjaśnić pojęcie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. I tu pomocą przychodzą ojcowie Soboru Watykańskiego II, tłumacząc: „Zadanie zaś autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa. Urząd ten Nauczycielski nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane. Z rozkazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego słucha on pobożnie słowa Bożego, święcie go strzeże i wiernie wyjaśnia. I wszystko, co podaje do wierzenia jako objawione przez Boga, czerpie z tego jednego depozytu wiary. Jasne więc jest, że Święta Tradycja, Pismo św. i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle najmądrzejszego postanowienia Bożego, tak ściśle ze sobą się łączą i zespalają, że jedno bez pozostałych nie może istnieć, w wszystkie te czynniki razem, każdy na swój sposób, pod natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia dusz” (Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym Dei verbum, nr 10).

Teraz spójrzmy bliżej na owe dwa filary wiary, czyli dwa źródła prawdy. Wspomniana konstytucja Soboru Watykańskiego II mówi: „Dzięki tej Tradycji Kościół poznaje cały kanon ksiąg świętych, w niej także samo Pismo święte pełniej jest rozumiane i nieustannie skutecznie oddziałuje” (nr 8). „Tradycja święta zatem i Pismo święte ściśle się ze sobą łączą i komunikują. Obydwoje bowiem, wypływając z tego samego źródła Bożego, zrastają się jakoś w jedno i zdążają do tego samego celu. Albowiem Pismo św. jest mową Bożą, utrwaloną pod natchnieniem Ducha Świętego na piśmie, a święta Tradycja, słowo Boże, przez Chrystusa Pana i Ducha Świętego powierzone Apostołom, przekazuje w całości ich następcom, by oświeceni Duchem prawdy, wiecznie je w swym nauczaniu zachowywali, wyjaśniali i rozpowszechniali. Stąd to Kościół osiąga pewność swoją co do wszystkich spraw objawionych nie przez samo Pismo święte. Toteż obydwoje należy z równym uczuciem czci i poważania przyjmować i mieć w poszanowaniu” (nr 9). I dalej Sobór naucza: „Święta Tradycja i Pismo św. stanowią jeden święty depozyt słowa Bożego powierzony Kościołowi. Na nim polegając, cały lud święty zjednoczony ze swymi pasterzami trwa stale w nauce Apostołów, we wspólnocie braterskiej, w łamaniu chleba i w modlitwach (por. Dz 2,42), tak iż szczególna zaznacza się jednomyślność przełożonych i wiernych w zachowaniu przekazanej wiary, w praktykowaniu jej i wyznawaniu” (nr 10). Treść wiary jest więc przekazana od Apostołów w przekazie pisemnym (przez Biblię, czyli tekst natchniony Duchem Świętym) i przekazie ustnym (przez Tradycję Apostolską). Traditio – z łac. przekaz, a więc jest to podanie tego, co Apostołowie widzieli i słyszeli od samego Zbawiciela. Apostołowie część tego, co słyszeli i wiedzieli spisali, a część przekazywali dalej poprzez przekaz ustny. Wiemy, że Apostołowie czy Ewangeliści wcale nie mieli intencji spisywania wszystkiego, co usłyszeli. Właściwie Biblia jest częścią Tradycji Apostolskiej. Św. Paweł upomina biskupa Tymoteusza: „O, Tymoteuszu, strzeż depozytu wiary unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy, jaką obiecując niektórzy odpadli od wiary” (1 Tm 6,20-21).

Przedmiotem wiary jest więc konkretna treść, czyli prawdy, które Bóg objawił. Nazywamy je DEPOZYTEM WIARY. Treści tych Kościół nie wymyśla, lecz podaje do wierzenia prawdy już objawione przez samego Boga. Czytamy w cytowanej już Konstytucji Dei verbum Soboru Watykańskiego II: „Bogu objawiającemu należy się posłuszeństwo wiary (por. Rz 1,5; 16,26; 2 Kor 10,5a). Przez nie człowiek w sposób wolny całkowicie powierza się Bogu, ofiarowując Bogu objawiającemu pełne poddanie umysłu i woli oraz ochotnie przyjmując udzielone przez Niego Objawienie. Alby taką wiarę można było w sobie obudzić, potrzebna jest uprzedzająca i wspomagająca łaska Boga oraz wewnętrzne pomoce Ducha Świętego; On to porusza serce i do Boga je zwraca, otwiera oczy umysłu oraz obdarza wszystkich słodyczą pochodzącą z uznawania prawdy i wierzenia jej” (nr 5). Nawet jeśli Kościół uroczyście ogłasza prawdę wiary jako dogmat, to nie wprowadza żadnej nowości, lecz jedynie definiuje to, w co Kościół wierzył od początku, a co zostało objawione przez Boga i zawarte w Biblii i Tradycji Apostolskiej. Przykładem tu może być dogmat o Wniebowzięciu Maryi wraz z ciałem i duszą, który ogłosił papież Pius XII w 1950 r. jak również artykuły Soboru Trydenckiego.   

Wiara nasza opiera się więc na autorytecie nieomylnego Boga, który przyszedł do nas w Jezusie Chrystusie, głosząc Ewangelię i dokonując dzieła odkupienia. Natomiast podkreślić musimy również fakt zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, poprzez który Chrystus udowodnił swoją boskość i zarazem wiarygodność nauki! Udowodnił też istnienie życia wiecznego, kiedy powstał z martwych. Papież bł. Pius IX w encyklice Qui pluribus pisze o powadze naszej wiary: „Jakże liczne, jakże cudowne, jak świetne są dowody, które muszą oczywiście przekonać rozum ludzki, że religia Chrystusowa jest Boska i że każda zasada naszych dogmatów początek swój wzięła z góry, od Pana niebios (św. Jan Chryzostom), i dlatego nie ma nic pewniejszego nad nasza wiarę, nic bezpieczniejszego, nic świętszego, i co by się opierało na mocniejszych podstawach. Ta wiara przecież jest mistrzynią życia i drogowskazem zbawienia; ona tępi wszelkie występki, ona jest płodną matką i żywicielką cnót; potwierdzona Boskiego swego twórcy i dokonawcy Chrystusa Jezusa narodzeniem, życiem, śmiercią, zmartwychwstaniem, mądrością, cudami i proroctwami, jaśniejąca zewsząd blaskiem niebiańskiej nauki i wyposażona skarbami niebieskich bogactw, słynie i błyszczy przepowiedniami tylu proroków, blaskiem tylu cudów, stałością tylu męczenników, chwałą tylu Świętych, głosi zbawienne przykazanie Chrystusowe i nawet z najokrutniejszych prześladowań wychodzi z każdym dniem silniejsza, rozeszła się lądem i morzem po całym świecie (…) z jednym tylko sztandarem krzyża, i wytępiwszy błędy bałwochwalstwa, rozproszywszy też ciemności błędów (…) podbiła pod słodkie jarzmo Chrystusowe, zwiastując wszystkim pokój, zwiastując dobro (Iz 52,7). To wszystko zaiste jaśnieje takim blaskiem Boskiej mądrości i mocy, że rozum i umysł każdego człowieka z wielką łatwością pojmie, iż wiara chrześcijańska jest dziełem Bożym”. Możemy więc mówić o PEWNOŚCI WIARY, która daje wewnętrzne szczęście i pokój w sercu z powodu znalezienia prawdy.            

Katolik więc przyjmuje za prawdę to, co Bóg objawił, a Kościół katolicki do wierzenia podaje, ale nie dlatego, że własnym rozumem przejrzał wewnętrzną prawdziwość tych prawd. Własnym rozumem bowiem widzi logiczność i integralność nauki Kościoła katolickiego, nie jest jednak w stanie ich zrozumieć. Uznaje je za prawdę przez wzgląd na powagę samego Boga, który się ani mylić nie może, ani w błąd wprowadzać. I tu warto podkreślić, że wiara nie przeczy rozumowi, nie jest jemu przeciwna, ona go przewyższa i udoskonala. Wiara katolicka jest bowiem wiarą rozumową, nie bazuje na osobistych odczuciach, emocjach czy nadzwyczajnych objawieniach prywatnych. Wiara powstaje przez rozum oświecony treścią nauki Bożej. Dla zaistnienia nadprzyrodzonej cnoty wiary muszą istnieć – można powiedzieć – trzy elementy składowe: rozum, wola człowieka oraz łaska Boża. Dziś jednak panuje powszechny pogląd, że wiara przeczy rozumowi. Nic bardziej mylnego. To rozum ma być na usługach prawdy, a nie prawda na usługach rozumu. Rozum nie może przeczyć wierze, gdyż ten sam Bóg, który się objawił i wlewa wiarę jako cnotę, dał duszy ludzkiej światło rozumu. Rozum więc jest darem Bożym, Bóg bowiem stworzył i dał nam duszę rozumną i nieśmiertelną. Stąd widzimy, że wiara i rozum mają jedno źródło: Boga! A Bóg nie może sam siebie zaprzeczać, gdyż jest nieskończoną harmonią i pięknem! Nie ma wiec sprzeczności między wiarą katolicką a rozumem, podobnie jak nie ma sprzeczności między poszczególnymi prawdami katolickiej wiary. Podobnie wiara katolicka nie może być sprzeczna z odkryciami nauki. Nauka bowiem bada rzeczywistość materialną, którą stworzył Bóg. A jeśli w jakimś punkcie następuje rzekoma sprzeczność, to zazwyczaj albo wynika to z niezrozumienia Objawienia (np. z niewłaściwego odczytania Biblii) lub są to jedynie teorie czy hipotezy naukowców (np. teoria ewolucji). Wiemy też, że wielu naukowców podważa teorię ewolucji i jest za kreacjonizmem, czyli stworzeniem świata przez istotę wyższą. Uczciwe badanie piękna świata stworzonego (makrokosmosu – wszechświata i mikrokosmosu – np. organizmu człowieka) prowadzi do odkrycia jego Stwórcy! Wielu naukowców doszło do przekonania istnienia Boga poprzez prowadzone badania materii stworzonej. To jednak tematy na osobne kazania. Ateizm też jest – możemy powiedzieć – religią, bo nie da się udowodnić nieistnienia Boga. Natomiast ateiści nierzadko od nas żądają udowodnienia istnienia Boga, a sami nie są w stanie udowodnić Jego nieistnienia!    

Katechizm kard. P. Gasparriego naucza: „Wiara i rozum mogą sobie nieść wzajemną pomoc, gdyż zdrowy rozum dowodzi podstaw wiary i oświecony jej światłem przyczynia się do rozwoju znajomości rzeczy Bożych; wiara zaś zachowuje rozum od błędów i broni go oraz ułatwia mu poznanie wielu rzeczy” (nr 519). Św. Jan Paweł II rozpoczyna encyklikę Fides et ratio znanymi słowami: „Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. I tę prawdę przyniósł nam sam Bóg: najpierw przez Objawienie w Starym Przymierzu, a potem ostatecznie w Jezusie Chrystusie, który powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Chrystus założył swój Kościół i mu przekazał depozyt wiary, czyli treść objawienia. Kościół Katolicki poprzez Urząd Nauczycielski jest więc stróżem tego depozytu wiary, jego szafarzem, interpretatorem i nauczycielem! Wiara ta ma te same główne przymioty, co Kościół, czyli jest jedna (nie mogą być prawdziwe wierzenia sprzeczne z nią), święta (ma Boskie pochodzenie i jest prawdą), powszechna (czyli katolicka) i apostolska (przekazana przez Apostołów).  

Ściśle też nie możemy mówić o innych wiarach, lecz o wierzeniach. Jest bowiem tylko jedna wiara – katolicka, która jest cnotą teologalną i łaską. Jest odpowiedzią na Boże Objawienie poprzez przyjęcie boskiej prawdy. Natomiast inne religie to są wierzenia, w których to człowiek sam szuka prawdy i stwarza jakiś system wierzeń i zasad moralnych. Inne religie nie są więc objawione z nieba, lecz jedynie są wynikiem poszukiwań człowieka. Dlatego też nie są drogami zbawienia. Chrystus bowiem mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie” (J 14,6) oraz I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).                 

Teraz możemy sobie przypomnieć akt wiary, którego uczyliśmy się przed pierwszą Komunią św.: „Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy Jedyny prawdziwy. Wierzę w coś objawił, Boże. Twe słowo mylić nie może”. To jest piękna definicja cnoty wiary katolickiej, czyli powszechnej. „Boska to bowiem jest powaga, której wierzymy, Boska jest nauka, za którą idziemy” – św. Leon Wielki. Dlatego walczmy z wszystkich sił o to, byśmy przekazywali kolejnym pokoleniom katolików nienaruszony cały depozyt wiary! Wtedy zrodzi się w sercach ludzkich wiara, czyli przekonanie, że to, co głosi Kościół katolicki jest prawdą z nieba! Za tę prawdę warto poświęcić wszystko! Za tę prawdę męczennicy oddawali życie!   

Przedmiotem wiary są więc treści objawione przez Boga, a nie tylko sam Bóg. Dziś bowiem wielu zapewnia, że mają wiarę w Boga. Tylko rodzi się pytanie, czy jest to wiara teologalna, czyli katolicka? Czy ci ludzie powołują się na Objawienie, które przyniósł nam Chrystus i wierzą w całą naukę Kościoła? Niestety nierzadko jest to de facto deizm czy agnostycyzm, czyli uznawanie istnienia Boga, co do którego – jak twierdzą – w sumie nic nie wiemy i wiedzieć nie możemy, gdyż jest On raczej niepoznawalny. Tymczasem cnota wiary nierozdzielnie połączona jest z Bożym Objawieniem zawartym w Starym Testamencie i całej Tradycji Apostolskiej. Jest to więc uznanie za prawdę treści które objawił nam Bóg, który wyszedł do człowieka. Człowiek bowiem nigdy sam z siebie nie byłby zdolny do poznana całej prawdy.

Wierny nie musi też znać wszystkich prawd katolickiej wiary, ale wystarczy, że ogólnie uzna za prawdę, to co Kościół podaje do wierzenia. Np. wierzę we wszystko, co Bóg objawił, a Kościół do wierzenia podaje albo wierzę we wszystko, w co wierzy Kościół, matka święta. Szczegółowo zaś i wyraźnie musi wierzyć, że Bóg jest, że za dobre wynagradza, a za złe karze, że jest Trójca Święta, że Jezus Chrystus stał się Człowiekiem dla naszego zbawienia (kard. P. Gasparri, Katechizm Katolicki, nr 516). Musi więc znać sześć głównych prawd wiary.  

  1. Grzechy przeciwko cnocie katolickiej wiary.

Teraz poruszymy jeszcze kwestię grzechów przeciwko cnocie wiary katolickiej. Na początku podkreślić musimy, że grzechy przeciwko wierze są największymi grzechami. Wiara bowiem jest fundamentem życia duchowego, stąd grzech niewiary najbardziej oddala od Boga. Największym więc grzechem jest nienawiść Boga, a zaraz po nim jest grzech niewiary, czyli braku wiary katolickiej. Spójrzmy na początku na grzechy w zaniedbaniu, a później na grzechy w czynie.

Grzechem zaniedbania jest zaniechanie wyznawania wiary na zewnątrz. Jest to chociażby lęk przed opinią ludzką, by wyznać wiarę słowem lub czynem. Jakże inną postawę ukazują np. męczennicy, którzy oddawali życie, gdyż nie chcieli zapalić kadzidła pogańskim bóstwom czy złożyć boskiego hołdu cezarowi. Ani na chwilę, ani w najmniejszym procencie nie chcieli porzucić wiary! Wiarę katolicką uważali za coś najcenniejszego, dlatego oddawali życie za jej wyznawanie lub za jakąś cnotę wiary! A przy tym dawali jakże potrzebne świadectwo, które innych przyprowadzało do wiary i w niej umacniało. Św. Tomasz z Akwinu dopowiada: „Jeśli zewnętrzne wyznanie wiary powodujące wzburzenie wśród niewierzących, nie przynosi żadnego pożytku dla wiary i wiernych, w takim wypadku nie byłoby chwalebne wiarę publicznie manifestować. Dlatego Pan przestrzega: „Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, aby obróciwszy się, was nie poszarpały”. Ale jeśli spodziewana jest jakaś korzyść dla wiary lub naciska konieczność, nie licząc się z odruchem niewierzących, winien człowiek publicznie ujawnić wiarę”.  

Drugim grzechem zaniedbania w wierze jest brak pogłębiania tejże wiary, czyli zaniedbanie kształcenia religijnego. I tu widzimy potężną ignorancję wśród wielu katolików, którzy nie znają podstaw wiary. Ich edukacja religijna kończy się zazwyczaj na katechezie szkolnej. Prowadzi to nierzadko – pod wpływem innych ideologii – do zwątpienia i porzucenia katolickiej wiary! Ta ignorancja rodziców przechodzi niestety na dzieci, gdyż ci zazwyczaj nie przekazują wiary swoim dzieciom. Grzechem ciężkim będzie tu również posłanie do szkoły np. wyznaniowej niekatolickiej, gdzie dziecko narażone będzie na utratę wiary czy szkoły typowo laickiej bez katechezy szkolnej. Problem braku świadomości wiary u dorosłych widać np. na pouczeniu przed chrztem, gdzie kilkunastu dorosłych katolików nie potrafi wymienić imion czterech Ewangelistów albo wymienić siedmiu sakramentów. A gdzie np. przykazania kościelne czy grzechy przeciwko Duchowi Świętemu? Dlaczego wśród katolików jest taka niechęć do zgłębiania swojej wiary poprzez czytanie Katechizmu, Pisma św. czy dobrych kazań w Internecie? Przedziwne to jest!    

Po grzechach zaniedbania przejdźmy teraz do grzechów uczynkowych przeciwko cnocie wiary. 

Pierwszym grzechem uczynkowym jest niebezpieczna łatwowierność. Tu chociażby wspomnieć możemy o łatwowiernym przyjmowaniu objawień prywatnych nieuznanych przez Kościół, których cała masa krąży po Internecie. Niejednokrotnie wprowadza to zamęt w wierze i w życiu duchowym. Są tacy, co chętniej czytają orędzia jakichś podejrzanych mistyków niż Biblię czy Katechizm. Tu polecam moje kazanie pt. „Depozyt katolickiej wiary a objawienia prywatne”. Powiedzieć też możemy o bezmyślnym surfowaniu po Internecie, o przeglądaniu różnych filmików nt. wiary, ale wątpliwego pochodzenia. Wprowadza to wiele zamętu w myślenie. Podobnie zaakcentować należy łatwowierność wobec protestanckich poglądów, które stają się coraz bardziej powszechne. Przejawia się to np. w czytaniu książek protestanckich czy słuchaniu protestanckich pastorów, no i oczywiście w chodzeniu na ich nabożeństwa (tym bardziej aktywny w nich udział). Narażaniem siebie i potomstwa na niebezpieczeństwo utraty wiary jest ślub z protestantem czy po prostu z innowiercą. Wielu katolików zwątpiło w wierze, a nawet porzuciło wiarę katolicką przez te praktyki i sympatyzowanie z protestantyzmem. Protestantyzm jest protestem przeciwko wierze katolickiej. W nim następuje negacja sakramentów (w tym kapłaństwa urzędowego), wartości uczynków (sola gratia i sola fide), pośrednictwa świętych (solus Christus), odrzucenie Tradycji Apostolskiej (sola scriptura), co pociąga za sobą brak Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i własną interpretację Pisma św. Podstawą jest teza M. Lutra, że rozum i wola są kompletnie zniszczone i porównane przez niego do nierządnicy. Polecam tu kazania ks. prof. T. Guza, który dokładnie zbadał temat protestantyzmu. Przykładem mogą tu być niektóre szokujące wypowiedzi M. Lutra: „Rozum to największa prostytutka diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest szkodliwą prostytutką (…) zeżartą przez świerzb i trąd, którą powinno się zdeptać nogami i zniszczyć ją i jej mądrość”; „Sędzią jest tylko moja osobista wiara”; „Człowiek wolnej woli nie ma, ale zmuszony jest robić, co Bóg chce i sam czyni”; „Zanim Bóg stał się Bogiem, najpierw musiał stać się diabłem”; „Kobieta za grzech cudzołóstwa powinna zostać zabita”; „Jeśli kobiety się męczą i umierają po licznych porodach, nic w tym złego; niech umierają, byle tylko rodziły, na to są”; „Trzeba usunąć ze Mszy wszystko, co śmierdzi ofiarą”; „Msza jest dla mnie rzeczą całkowicie pogrzebaną”; „Maryja jest taką samą nicością, jak każdy z nas”; „Chrystus jest największym i jedynym grzesznikiem na ziemi”; „Wszyscy prorocy przewidywali, że Chrystus będzie największym złodziejem, mordercą, cudzołożnikiem, niszczącym co święte i bluźniercą, którego nikt w całym świecie nie prześcignie”; „Grzech jest dziełem Boga” itd. Te wypowiedzi pokazują nam, że reformacja Lutra nie ma nic wspólnego z wiarą Kościoła katolickiego. Bóg, o którym mówi i pisze M. Luter nie jest Bogiem, w którego wierzą katolicy, co podkreślał w swoich kazaniach ks. Piotr Skarga. Polecam również film Grzegorza Brauna pt.: „Luter i rewolucja protestancka”. Protestantyzm spowodował powstanie dziesiątek tysięcy grup protestanckich, których łączy jedno: niechęć do Rzymskiego katolicyzmu! Protestantyzm to jednak temat na kolejne kazanie. Podobnie grzechem przeciwko wierze jest świadome przyjmowanie błędów (herezji) potępionych przez Kościół.  

Drugim grzechem jest niewiara. Może się przejawiać poprzez przestępstwo herezji, apostazji, wyznawanie innej religii, ateizm czy deizm. Dzieje się tak, kiedy człowiek nie chce uwierzyć albo gardzi wiarą. Herezja jest uporczywym powątpiewaniem (czym innym jest zwątpienie, kiedy zwalcza się te wątpliwości) lub negowaniem jakiejś prawdy wiary pewnej, gdyż wynikającej z Bożego Objawienia. Herezja może być formalna lub materialna. Formalna polega na świadomej negacji i jest grzechem ciężkim, a materialna na negowaniu z powodu nieświadomości, błędu niezawinionego, który ci, co w nim trwają są gotowi naprawić, kiedy dowiedzą się o błędzie. Taka herezja nie jest grzechem. Apostazja zaś jest świadomym całkowitym porzuceniem wiary chrześcijańskiej (KPK, kan. 751). Apostatami stali się ci, którzy popadli w indyferentyzm (obojętność), panteizm, monizm, ateizm, sceptycyzm, wolnomyślicielstwo czy materializm. Czy także naśmiewanie się z prawd wiary, moralności i Kościoła katolickiego nie jest już znakiem apostazji? Myślę, że u niektórych osób już tak.     

Wiemy też z prawa kanonicznego, że publiczne i uporczywe przestępstwo herezji lub apostazji i schizmy (utraty jedności z papieżem i wspólnota trwającą z nim w jedności) pociąga za sobą zaciągnięcie kary ekskomuniki latae sententiae, czyli na mocy samego prawa (KPK, kan. 751, 1364). Wynika to również ze struktury wiary, a więc z potrzeby uznawania całej prawdy objawionej i trwania w jedności z Piotrem, na którym Chrystus zbudował swój Kościół.       

Usilne powątpiewanie lub zanegowanie chociażby jednego dogmatu wiary katolickiej powoduje stawianie własnego rozumu nad wiarygodność Boga, a więc jest utratą nadprzyrodzonej cnoty wiary, która jest konieczna do zbawienia (podobnie jak łaska uświęcająca). Ufamy wtedy bardziej własnemu rozumowi niż objawiającemu się Bogu. Albo więc uznaje się wszystkie objawione przez Boga dogmaty wiary i moralności, ufając w prawdomówność Boga, albo podważa się wszystkie. Jest to wtedy grzech przeciwko Duchowi Świętemu, czyli zaprzeczanie uznanej prawdzie wiary. Kto bowiem neguje jakąś prawdę, traci całą wiarę katolicką i trwa w grzechu przeciwko Duchowi Świętemu, nie mogąc otrzymać przebaczenia, dopóki nie zmieni swojego nastawienia. Czy więc ktoś odrzuci jedną czy wszystkie prawdy wiary, skutek jest ten sam: utrata cnoty katolickiej wiary. I dopóki ktoś – jeśli ma taką możliwość – nie przyjmie całej wiary – nie może być zbawiony. Stąd Kościół sformułował dogmat: „Poza Kościołem nie ma zbawienia” (Extra Ecclesiam nulla salus). Dogmat ten nie mówi, że każdy niekatolik na pewno pójdzie do piekła, ale że przyjęcie wiary katolickiej jest koniecznością dla tych, którzy mieli możliwość ją poznać. Utracą więc zbawienie wtedy, kiedy jej świadomie nie przyjmą lub przyjętą porzucą. Każdy ma bowiem obowiązek szukać prawdy i znalezioną przyjąć! Ma taki obowiązek bez względu na to, w jakiej kulturze się urodził i wzrastał. Oczywiście nie wolno nam przymuszać do wyznawania katolickiej wiary czy chrzcić pod przymusem. W państwie katolickim jednak władza, tolerując dla pewnego ładu społecznego istnienie innych religii, posiadała prawo do ograniczania wpływów fałszywych kultów, by nie miały zgubnego wpływu na wiarę katolicką, a więc na największe dobro – zbawienie dusz.              

Nie grzeszą więc niewiarą ci, którzy nie mieli możliwości poznania wiary katolickiej lub głoszono im ją w niewłaściwy sposób. Jednak musi mieć tu miejsce nieprzezwyciężalna i niezawiniona niewiedza. Ci ludzie nie zostaną potępieni za niewyznawanie wiary katolickiej, ale sądzeni będą na podstawie tego, czy wypełnili głos sumienia. Mogą więc osiągnąć zbawienie tzw. chrztem pragnienia, jeśli żyli według sumienia i szukali prawdy. Bóg zbada i osądzi serce każdego, znając uwarunkowania społeczne, czy nawet psychiczne, w jakich funkcjonował dany człowiek. Ale musimy stanowczo podkreślić, że jeżeli świadomie popełnił ktoś ciężki grzech przeciw wierze katolickiej i nie żałował za niego, wtedy traci zbawienie. Chrystus powiedział: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,16). A wiemy, że kazał głosić i przyjąć wszystko, co przekazał Apostołom, czyli całą treść Objawienia (Mt 28,20).                         

Dziś również zauważamy przerost uczuć czy jakichś prywatnych odczuć nad wiarą.   Zagrożeniem jest tu tzw. immanentyzm religijny czyli modernizm. Mówi on jakoby wiara brała się jedynie z wewnętrznego doświadczenia, z wewnętrznych odczuć. Religie natomiast powstają z wspólnych podobnych odczuć jakiejś grupy ludzi. Tymczasem wiara katolicka jest objawiona przez samego Boga. Przychodzi więc niejako z zewnątrz a nie z wewnątrz ludzkiego doświadczenia. Dlatego nie jest to czyjaś prywatna rzecz, ale „jest to wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” – jak słyszymy w obrzędzie chrztu św. Bł. Pius IX w encyklice Qui pluribus pisze:  „W istocie, skoro najświętsza nasza religia nie jest wynalazkiem rozumu ludzkiego, lecz Bóg ją ludziom objawił w swej wielkiej dobroci, przeto każdy łatwo zrozumie, że ta religia całkowicie polega na powadze Boga, który przemówił do nas, a nigdy nie może się wywodzić od rozumu ludzkiego ani być udoskonaloną”. Wiara więc nie polega na uczuciach, czy nadzwyczajnych doświadczeniach. Przerost uczuć i oczekiwania nadzwyczajnych charyzmatów zauważamy niestety w niektórych wspólnotach charyzmatycznych. Uczucia i nadzwyczajne dary są elementem, które mogą łączyć się z cnotą wiary, ale nigdy nie stanowią jej istoty.       

Zakończę słowami św. Jana Chrzciciela de la Salle: „Kościół katolicki posiadając wyłącznie prawdę, z konieczności musi głosić, że tylko w nim można być zbawionym. Prawda jest tylko jedna, Kościół posiada prawdę, więc poza Kościołem wszystko mylne, jak poza światłem wszystko ciemne. Zbawienie zaś tam tylko być może, gdzie jest prawda. I w rzeczy samej, jeżeli człowiekowi potrzebna jest religia, toć tylko prawdziwa, a taką jest właśnie katolicka. Skoro dowiedzioną jest rzeczą, że nasza religia jest od Pana Boga, to nie ulega wątpliwości, że tylko w niej zbawienie, – a krzyki na nietolerancję tego dogmatu są tak niedorzeczne, jak niedorzeczne byłoby usiłowanie pogodzenia ciemności ze światłem, występku z cnotą. Nadto religia starająca się pogodzić zdania sprzeczne, dowodziłaby tym samym, że nie posiada prawdy”. (Obowiązki chrześcijanina względem Boga. 1.1.11.5. Poza Kościołem nie masz zbawienia. Tarnów 1881, ss. 114-115).

Dziękujmy więc Bogu za ten największy dar – za katolicką wiarę! Dziękujmy za to, że trwamy w Jego Kościele, który zawiera pełnię łaski i prawdy. Jak mówi św. Atanazy w swoim wyznaniu wiary: „Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary”.