TAJEMNICA CIERPIENIA

Ks. Dawid Pietras
Kazanie dn. 6 III 2016 r.

CHRZEŚCIJAŃSKI SENS CIERPIENIA

„Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą,
która ma się w nas objawić”
(Rz 8,18)

Te słowa św. Pawła z Listu do Rzymian są dla nas zapowiedzią przyszłej chwały zbawionych w niebie. Droga do chwały nieba, to droga przez cierpienie. Chciałbym więc, żebyśmy pochylili się dziś nad tajemnicą ludzkiego cierpienia. Cierpienia w szerokim tego słowa znaczeniu, bo można cierpieć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, duchowo… W trwającym czasie Wielkiego Postu podejmijmy refleksję nad chrześcijańskim sensem cierpienia i niesienia krzyża.  

Kiedy chcemy mówić o cierpieniu, trzeba najpierw postawić pytanie: Skąd przyszło cierpienie? Dlaczego tak wielu ludzi niewinnych cierpi, dlaczego umierają małe dzieci? Dlaczego toczy się tyle wojen? Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Każdy z nas pyta się o sens cierpienia. Żeby to zrozumieć trzeba nam spojrzeć na historię ludzkości.

Pierwsze karty Biblii ukazują jasno, że cierpienie na świat wprowadził człowiek, nie Bóg. Ciała naszych prarodziców Adama i Ewy były nieśmiertelne i niecierpiętliwe. To człowiek poprzez grzech pierworodny w raju osłabił naturę swoją i świata. To człowiek wprowadził na świat: ból, cierpienie, choroby, starość i śmierć. Jednak sam Bóg w osobie Jezusa Chrystusa przyszedł z pomocą człowiekowi. Sam stał się Człowiekiem. Przeszedł przez ludzkie życie pełne trudów i pracy. Był niezrozumiany, szkalowany, odrzucony i ostatecznie zabity na krzyżu, który był narzędziem największej hańby! „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem” – prorokował Izajasz (Iz 53,3). Tak dokonało się dzieło odkupienia: przez cierpienie. MAMY WIĘC BOGA, KTÓRY ZNA LUDZKIE ŻYCIE. TEN BÓG WIE, CO TO CIERPIENIE! To nie Bóg przestworzy, który kontroluje z góry wszystko i nie zna ludzkich problemów. To Bóg, który na zawsze wpisał się w losy człowieka, a umierając na krzyżu myślał o każdym z nas!

Św. Jan Paweł II w Liście Apostolskim Salvifici Doloris o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia pisał o Chrystusie: „Chociaż sam niewinny, przyjmuje na siebie poniekąd cierpienia wszystkich ludzi dlatego, że przyjmuje grzechy wszystkich: cały grzech człowieka w jego rozciągłości i głębi staje się właściwym źródłem cierpienia Odkupiciela... W Jego cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem” (nr 17).

CIERPIENIE WIĘC NIE MA SENSU BEZ CHRYSTUSA, BEZ JEGO KRZYŻA. Dlatego dla ateisty cierpienie jest absurdem… Bo to właśnie w tajemnicy krzyża cierpienie nabiera swojego sensu. Kto nie ma wiary, nie pojmie tego.

W jednej z pieśni śpiewamy, że „krzyż to klucz do nieba”. Kiedyś rzucił mi się w oczy obrazek ukazujący wejście do nieba. Nad wielką przepaścią był położony ogromny krzyż, po którym ludzie wchodzili do raju. Było to zobrazowanie drogi do nieba, która jest drogą krzyża. Jest to „królewska droga krzyża”, jak pisze Tomasz a Kempis w książeczce „O naśladowaniu Chrystusa”. Droga wierności Bogu nie jest bowiem łatwa, jest pełna wyrzeczeń, duchowej walki, a nawet niezrozumienia i prześladowań. To też jest chrześcijańskie cierpienie, które znosimy dla Boga i dla wiecznego zbawienia!                   

Drogi Bracie, Droga Siostro, jeśli cierpisz, to uświadom sobie, że Bóg cierpiał jako Człowiek, by twoje dzisiejsze cierpienie miało sens! Bóg cierpi w tobie! Cierpi razem z tobą.   

Wielu się pyta: Dlaczego Bóg zsyła cierpienie? Raczej trzeba by powiedzieć, że Bóg dopuszcza cierpienie. Bóg nie chce cierpienia, ale dopuszcza je dla większego dobra. JAK Z NAJWIĘKSZEGO CIERPIENIA (Z KRZYŻA) WYPROWADZIŁ DZIEŁO ODKUPIENIA, TO CZY Z NASZYCH CODZIENNYCH KRZYŻY NIE WYPROWADZI DLA NAS ŁASKI? 

Naszym zadaniem jest naśladowanie Chrystusa, a On odkupił świat przez cierpienie. Św. Faustyna pisze w swoim Dzienniczku: „Wtem ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża. Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus. I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz. Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie w ręku krzyż; trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani [nie] trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. - Wtem rzekł mi Jezus: Widzisz, te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do Mnie, te też będą podobne i w chwale do Mnie; a te, które mają mniej podobieństwa do Mnie w cierpieniu i wzgardzie, te też będą miały mniej podobieństwa i w chwale do Mnie”. Zrozumiało to tak wielu Świętych, którzy nawet męczeństwo znieśli w obronie wiary. Tak upodobnili się do Chrystusa. Przykładem tu może być św. Maksymilian Kolbe, który oddał swoje życie za brata. Św. Paweł potwierdza to słowami: „Jeżeli wspólnie z Nim cierpimy, to wspólnie będziemy przebywać w chwale” (Rz 8,17).

Nieść krzyż z radością – to wielka sztuka. Dzisiejsza niedziela Laetare, z łac. „Radujcie się”, kiedy w liturgii zakładamy różowy kolor ornatu, przypomina nam, że w cierpieniu może być radość. Kolor różowy to fiolet zmieszany z bielą. Oznacza więc radość pośród pokuty, wytchnienie podczas utrapienia. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów dzisiejszej Antyfony na Wejście:Wesel się, Jeruzalem! A wszyscy, którzy ją miłujecie, śpieszcie tu gromadnie. Cieszcie się i weselcie, którzyście się smucili, radujcie się i nasyćcie się z piersi pociechy waszej. Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pańskiego”. Kościół, Nowe Jeruzalem, cieszy się z obfitości dóbr nadprzyrodzonych, łask płynących z Chrztu i Eucharystii, którymi obdarza swe dzieci. W tradycji rzymskiej jest to "niedziela róż", ponieważ w tym dniu obdarowywano się pierwszymi kwiatami zakwitających róż, a Ojciec św. poświęcał złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła.

Jawi się też pytanie: Czy cierpienie może być karą za grzechy? Tak, może być to kara. Nie jest ona jednak dla samego karania, ale dla naszego duchowego dobra. Ale jeśli Bóg, Miłość nieskończona dopuszcza cierpienie, to winniśmy w tym widzieć plan Opatrzności. Trzeba Bogu zaufać. Może to przestroga do nawrócenia od sprawiedliwego Sędziego? Może to przestroga, by się nawrócić i ratować swoją duszę? Bóg przede wszystkim patrzy na dobro wieczne nieśmiertelnej duszy, dopiero później na ciało. Nie możemy jednak każdego cierpienia łączyć z karą za grzechy. Święci doświadczali cierpień ogromnych dla większego uświęcenia, np. biblijny Hiob czy św. Weronika Giuliani. Podobnie cierpień, które człowiek czyni drugiemu człowiekowi nie można utożsamiać wprost z działaniem Boga. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” – pisała Zofia Nałkowska. I kiedy patrzymy na ten los, jawi się też pytanie: Dlaczego na tym świecie tyle nieszczęść i niesprawiedliwości. Św. Jan Paweł II pisze, że „cały ogrom zła, które obecne jest w świecie, nie jest jedynie konsekwencją grzechu pierworodnego, lecz także skutkiem nękających i ukrytych działań szatana, który zastawia pułapkę na równowagę moralną człowieka. Szatan działa w ukryciu jako podstępny zwodziciel, wślizgujący się do naszego postępowania po to, by wprowadzić do niego różne dewiacje, zarówno szkodliwe, jak i pozornie zbieżne z naszymi instynktownymi aspiracjami”. A więc to sam człowiek kuszony przez szatana staje się nierzadko źródłem cierpienia dla siebie i dla innych. Trudno mieć pretensje do Boga, że uległ wypadkowi ktoś, kto na zakręcie jechał motorem 180 km/h. Podobnie trudno mieć do Boga pretensje, że pijąc nadmierną ilość alkoholu stałem się alkoholikiem. Podobnie jest i z innymi używkami. Każdy grzech popełniany wielokrotnie odbija się w skutkach na moim życiu. Staje się cierpieniem. Nie możemy za ich skutki winić Boga. Mamy wolną wolę i dostateczną ilość łask, by walczyć z pokusami.

Ponadto odpowiedzią na pytanie o sens cierpień jest Boża Opatrzność. Bóg je dlatego dopuszcza i na Sądzie Ostatecznym ukaże nam zamysł swej Opatrzności. Tam też na oczach wszystkich wymierzy sprawiedliwość. Wszyscy cierpiący zostaną pocieszeni, wywyższeni w chwale nieba i zmartwychwstania. A wszyscy prześladowcy zostaną ukarani. Sąd ten będzie więc ostatecznym zwycięstwem dobra i pokonaniem zła. Będzie końcem cierpienia i śmierci! Kiedy patrzymy na cierpienie naszego polskiego narodu w historii, również pytamy się, gdzie jest sprawiedliwość… Bóg ją zrealizuje, jeśli nie w tym życiu doczesnym, to w przyszłym.      

Postawmy więc pytanie: PO CO PRZYJMOWAĆ CIERPIENIE?

Przede wszystkim dlatego, że sam Chrystus ochoczo przyjął cierpienie. A naśladowanie Chrystusa jest drogą naszego uświęcenia. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38). Ponadto rozważanie Jego Męki uczy nas znosić cierpienia. Tu polecam moje kazanie „O wartości rozważania Męki Pańskiej”.  

Trzeba sobie uświadomić, że CIERPIENIE NABIERA SENSU TYLKO W PERSPEKTYWIE WIECZNOŚCI. Cierpienie ziemskie ofiarowane Bogu jest pokutą, gładzącą kary za grzech. Stąd cierpienie ziemskie zmniejsza cierpienie w czyśćcu. A wiemy z doświadczeń Świętych, że największe cierpienia na ziemi są niczym w porównaniu z cierpieniem w czyśćcu. Św. Cyryl Aleksandryjski uczy, że „Każdy człowiek żyjący powinien pragnąć ponieść raczej wszystkie męczarnie aż do końca świata, niż jeden dzień pozostać w czyśćcu”. Jeżeli ma się na względzie niewyobrażalne cierpienie w czyśćcu, inaczej postrzega się doczesne cierpienia.

Św. Paweł mówi w Liście do Rzymian: „całą istotą swoją wzdychamy oczekując (…) odkupienia naszego ciała” (Rz 8,23). Odkupienie naszego ciała, którego oczekujemy, to zmartwychwstanie w dniu Sądu Ostatecznego. Ci, którzy będą zbawieni otrzymają ciała uwielbione, piękne, niecierpiące i nieśmiertelne. Zapomną o wszystkich cierpieniach ziemskich, bo takich już nigdy nie będzie. Dla tej chwały warto cierpieć.  

Warto też dodać, że cierpienie ofiarowane Bogu jest zasługą na wieczność. Zamieni się w niebie na szczęście, bo Bóg oddaje według wiary i uczynków. Chwała w niebie nie będzie dla wszystkich taka sama. CHWAŁA W NIEBIE BĘDZIE STOPNIA TAKIEGO, W JAKIM ŻYCIE NASZE BYŁO PODOBNE DO ŻYCIA CHRYSTUSA. A CIERPIENIE UPODABNIA DO JEZUSA! Na początku cytowaliśmy św. Pawła: „Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8,18). Cierpienie poprzez krzyż Chrystusa stało się drogą dojrzewania w miłości. Święci nie doszliby do doskonałości, gdyby nie cierpienie. Kiedy św. J.M. Vianney skarżono się na niedogodności, on mówił: „Święci jeszcze większe przeżywali cierpienia”. 

Cierpienie swoje można ofiarować za kogoś. Do dziś pamiętam panią przykutą do łóżka, dotkniętą stwardnieniem rozsianym, która opuszczając szpital powiedziała, że swoje cierpienia ofiaruje za moje kapłaństwo. Była pogodna i pełna radości mimo takiego cierpienia, była dla mnie świadectwem wiary. Choć sytuacja ta miała miejsce, kiedy byłem klerykiem drugiego roku seminarium, to doskonale pamiętam tę sytuację. Nie wiem czy pani ta dalej żyje, nie wiem skąd była… Zapewne swoim cierpieniem wyprosiła mi wiele łask w kapłaństwie. A ile potrzeba dziś ofiar dla zadośćuczynienia za grzechy świata, ofiar o miłosierdzie dla świata? Św. Jan Paweł II podczas audiencji w 1982 r. powiedział: „Chorym i wszystkim cierpiącym w szpitalach i w domach wyrażam moją solidarność, moje uczucie i życzliwość. Jak już mówiłem wiele razy, Kościół liczy bardzo na Was, ponieważ Wasza sytuacja zbliża Was szczególnie do Ukrzyżowanego, dzięki czemu możecie bardziej bezpośrednio współpracować z Nim dla nawrócenia i zbawienia ludzi. Jeśli potraficie cierpieć w tym duchu i w tym celu ofiarować swoje cierpienia, będziecie dobroczyńcami ludzkości, a wasze imiona zapisane zostaną w niebie złotymi literami”. Kiedy patrzymy na szczególnie wielkie cierpienia, jakie niosą ludzie, pozostaje czasem tylko milczenie wiary! Kiedy patrzymy na różaniec odmawiany przez osoby dotknięte cierpieniem, widzimy w nim jakiś szczególny majestat tajemnicy.  

Nie sposób nie sięgnąć do Listu Apostolskiego bł. Jana Pawła II Salvifici doloris o chrześcijańskim sensie cierpienia. Papież pisze, że każdy z nas bez wyjątku jest powołany, by swoje cierpienie połączyć z Chrystusem. Jeżeli drogą Chrystusa było cierpienie, to czy droga Kościoła będzie inna, skoro Kościół jest Mistycznym Ciałem Chrystusa? Dlatego Kościół przeżywa prześladowania. Czytamy w tym Liście: „Cierpienie ludzkie budzi współczucie, budzi także szacunek – i na swój sposób onieśmiela. Zawiera się w nim bowiem wielkość swoistej tajemnicy” (pkt 4).

Kiedyś byłem pełen podziwu, kiedy animatorki z Oazy Dzieci Bożych w parafii, w której poprzednio posługiwałem zorganizowały dla dzieci wyjście do hospicjum. Dzieci śpiewały tym ludziom, dały im upominki… Myślę, że patrząc na ludzi chorych i cierpiących, uczyły się człowieczeństwa. Widziały w nich Chrystusa cierpiącego. „Byłem chory, a odwiedziliście mnie” (Mt 25,36). Kto z nas nie chciałby usłyszeć tych słów Chrystusa na Sądzie Ostatecznym?

Gdybyśmy kochali i odwiedzali naszych chorych czy szerzył by się proceder eutanazji? Czasem się boimy… co powiemy choremu… jak się zachowamy… A może nie trzeba nic mówić, może wystarczy wysłuchać, potowarzyszyć… Ludzie proszą o dokonanie na nich eutanazji nie poprzez wielkość cierpienia, ale dlatego, że czują się osamotnieni i opuszczeni. Ilu prosi o eutanazję w hospicjach prowadzonych przez siostry zakonne, gdzie jest obecny Bóg, modlitwa i ludzkie wsparcie? Niemal nikt! Tam gdzie jest cierpienie połączone z krzyżem Chrystusa i gdzie są kochający bliscy, tam nikt nie prosi o eutanazję. Bóg też dał nam środki do ukojenia tegoż cierpienia. Np. sakramenty. Szczególnie sakrament namaszczenia chorych. 

Podobnie wielkim heroizmem jest opieka nad chorym. Wielka to zasługa w oczach Boga! Kiedy patrzy się na matkę opiekującą się niepełnosprawnym dzieckiem… 

Św. Piotr w swoim Liście pisze: „Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje” (1 P 5,10). Cierpienie więc jest próbą dla umocnienia wiary. Znośmy więc z cierpliwością cierpienia. Te osobiste, ale i te w rodzinie. Ile tam jest czasem bólu… Czasem się cierpi w imię małżeńskiej wierności, a wokół mówią, by dać sobie z tym spokój. Wiedzmy jednak, że Bóg wynagradza sowicie tę wierność, bo małżeństwo jest rzeczywistością, którą uświęcił sam Bóg.

Częste uczestnictwo w Komunii św., modlitwa i kontemplacja krzyża niech daje nam siłę do znoszenia cierpień. Co dawało siłę św. O. Pio w znoszeniu cierpień, jak nie Msza św., która jest ponowieniem Ofiary Krzyża? Co dawało siłę np. Marcie Robin w jej cierpieniach, jak nie Komunia św. przyjmowana, która przez 50 lat była jej jedynym pokarmem? Czy również Maryja – Matka Boska Bolesna nie współczuje nam w naszych cierpieniach?

Zawierzmy i oddajmy nasze krzyże Chrystusowi.

Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Gdzie Bóg, Król świata całego
Dokonał życia swojego.
Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Ta sama Krew cię skropiła,
Która nas z grzechów obmyła.
Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony,
Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony.
Z ciebie moc płynie i męstwo,
W tobie jest nasze zwycięstwo.