DOBRY I ZŁY ŁOTR

dk. Dawid Pietras
Żary 2008 r.

DWÓCH ŁOTRÓW

- kazanie pasyjne -

Stojąc przed sądem, mieli na szyi łańcuchy, podobnie jak Jezus. Ubrani byli tylko w przepaski i liche kaftany na kształt szkaplerzy, bez rękawów (…)”. Jeden z nich „(…) spokojny i skupiony; drugi zaś przeciwnie – zuchwały, zły, przeklinający, bluźniący (…). Chrystus spoglądał na nich z miłością, pragnąc ich zbawienia, ofiarując także za nich swą bolesną mękę”. Idąc za Jezusem jeden z nich był cichy i spokojny, drugi natomiast wściekły i zuchwale przeklinający”.

Tak, to początek drogi krzyżowej Jezusa, Jego i Jego towarzyszy – dwu łotrów. Tradycja zazwyczaj nadaje im imiona Dyzmas i Gezmas. Dyzmas po prawicy ukrzyżowanego Jezusa, a Gezmas po lewicy.

Doskonale znamy ich historię, wiemy jak skończyli swe życie. Przyjrzyjmy się jednak głębiej temu, co działo się wśród skazańców straconych tamtego popołudnia na kalwaryjskiej górze. Pomoże nam w tym cytowana już wiele razy niemiecka mistyczka św. Anna, która jak wiemy, doświadczała wizji i męki Pana, poszerzając tym samym biblijne relacje.

Stańmy więc obok tych trzech krzyży i przysłuchajmy się rozmowie, jaka dokonała się między skazańcami…

Krzyże łotrów, zwrócone nieco ku sobie i różniące się od krzyża Jezusowego, stały na krajach pagórka po prawej i lewej jego stronie (…). Jeden łotr modlił się, drugi szydził z Jezusa. Strasznie było patrzeć na nich; szczególnie wiszący po lewej stronie, oszołomiony napojem jeszcze teraz manifestował swą złość, klął i bluźnił. Wisieli powykręcani, z połamanymi kośćmi, członki były ich nabrzmiałe i poprzerzynane sznurami, oblicza sinobrunatne, wargi sczerniałe, oczy przekrwione i wysadzone na wierzch. Ryczeli z bólu. Gwoździe, którymi przybite były poprzeczne belki krzyży, przeszkadzały im z tyłu i nie pozwalały podnieść głowy; drgali i wili się z boleści”.

Odkupiciel wisiał w milczeniu, pogrążony w ogromie strasznych cierpień, a wtem zawołał szyderczo zły łotr: ‘Jego diabeł odstąpił Go już’. Następnie wśród nieustających szyderstw zły łotr powiedział: „Jeśli Ty jesteś Chrystusem, wybaw siebie i nas” (Łk 23,39). Te słowa Gezmasa z lewicy Jezusa zawierają w sobie przerażający brak miłości i podłość. Zamiast obdarzyć się wzajemnym pocieszeniem, szydzi. Grzeszy językiem. Gardząc głosem swego sumienia, znalazł rozkosz w grzechu, który przerodził się w trwały nałóg.

Natomiast Dyzmas, nazwany później dobrym łotrem, był głęboko wzruszony i wstrząśnięty słysząc, jak Jezus modlił się za swoich nieprzyjaciół i oprawców. Właśnie wówczas Maryja, słysząc głos Syna swego, śmiało przybliżyła się do krzyża. (…) Dowódca zaś bronił (…) przystępu.

Dyzmas, OŚWIECONY NA DUCHU MODLITWĄ JEZUSA, UJRZAWSZY NAJŚWIĘTSZĄ PANNĘ, skupiwszy swe siły zawołał głośno: JAK TO MOŻLIWE? WY BLUŹNICIE MU, A ON MODLI SIĘ ZA WAS. MILCZAŁ I CIERPIAŁ, WCIĄŻ MODLIŁ SIĘ ZA WAS, A WY MU BLUŹNICIE! OPAMIĘTAJCIE SIĘ! TO PROROK! TO NASZ KRÓL! TO SYN BOŻY! (…)

Owo niespodziewane skarcenie, które padło z ust ukrzyżowanego zbrodniarza, wywołało wśród rozbestwionego tłumu konsternację i oburzenie. Zaczęto szukać kamieni, by go ukamienować na krzyżu”. Żołnierze jednak sprzeciwili się temu, uspokajając tłum.

Najśw. Panna uczuła wielkie wzruszenie pod wpływem modlitwy Jezusa. Dyzmas zaś tak już był skruszony, że gdy Gezmas rzekł znowu do Jezusa, by pomógł Sobie i im, jeśli jest Mesjaszem, zgromił go za to surowo, mówiąc: "I ty nie boisz się kary Bożej, choć już wisisz na krzyżu jako i On. My obaj słusznie cierpimy tę mękę, jako zapłatę za nasze czyny; ale Ten oto nic złego nie uczynił. Ot zastanów się nad tą chwilą, wejrzyj w swą duszę i popraw się! (por. Łk 23,40)"

Skruszony już zupełnie, wyznał Dyzmas Jezusowi swą winę i rzekł wreszcie z pokorą: ‘Panie, jeśli mnie potępisz, słuszny to będzie wyrok; ale jeśli można, zmiłuj się Panie nade mną!’. I z dziecięcym zaufaniem poprosił: „Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Nie życzył więc, jak drugi łotr, by być uwolnionym z krzyża, ale prosił o coś więcej. I to jak skromnie! Nie jak synowie Zebedeusza proszący o miejsca po prawicy Zbawiciela w Jego chwale.

„Zaraz też otrzymał Dyzmas łaskę prawdziwej głębokiej skruchy i tak pozostawał przez kwadrans w kornym rozpamiętywaniu swoich grzechów. (…) gdy skruszony Dyzmas mówił powyższe słowa, zaszło w naturze dziwne niezwykłe zjawisko, napełniając trwogą serca ludzkie”.

OTO HISTORIA DWÓCH LUDZI, HISTORIA ŻYCIA, PODOBNA, ALE ZARAZEM JAKŻE INNA!

Jak się to stało, że łotr doszedł do wiary w niewinność Jezusa i w Jego boską tożsamość? Przecież nie widział Go w świetle chwały na górze Tabor. Nie doświadczał Jego cudów. Widział tylko poranione ciało ukrzyżowanego, Jego hańbę i upokorzenie. A poza tym, królowie panują tylko do końca swych dni. Kiedy umierają kończy się ich panowanie!

Jego nawrócenie było owocem krótkiego, lecz dogłębnego spojrzenia w duszę cierpiącego Jezusa połączone z łaską, JAKIEJ BÓG UDZIELA ROZWAŻAJĄCYM JEGO MĘKĘ. „Łotr ów doszedł do przekonania – pisze św. Ambroży – że Chrystus przelał krew nie za siebie, ale za niego”.

To rozpaliło w nim żar miłości, wobec którego otwierają się NIESKOŃCZONE POKŁADY BOŻEGO MIŁOSIERDZIA. Dlatego Jezus odrzekł: „Zaprawdę powiadam ci, dziś ze Mną będziesz w raju”. Niezwykła odpowiedź! Zapewne, niespodziewana! Nadzieja dla tych, którzy zmiażdżeni własną niewiarą i grzechem sądzą, że już zmarnowali swoje życie.

Można by rzec: „szczęśliwy rabuś”, jak rabował całe życie, tak teraz zdobył dla siebie raj i skarby nieba! I tak stał się JEDYNYM PRZEZ SAMEGO CHRYSTUSA WYNIESIONYM NA OŁTARZE ŚWIĘTYM! Jego liturgiczne wspomnienie, WSPOMNIENIE ŚWIĘTGO ŁOTRA Kościół obchodzi 26 marca. Jest patronem więźniów, skazańców i w ogóle pokutujących.

A MOŻE BYŁ PIERWSZY W NIEBIE? Może stanowił orszak Jezusa wchodzącego do otchłani, by uwolnić zmarłych w czasach Starego Testamentu i wprowadzić ich do nieba?

Słowa Jezusa i postawa łotra musi w nas budzić bezgraniczną ufność. Nikt jednak nie powinien świadomie odkładać pokuty do końca życia. Kto by tak czynił, nie byłby podobny do łotra. Popełnił on wprawdzie wiele zbrodni, lecz świadomie nie trwał w niepokucie. Tylko poznał wielkość swoich nieprawości i już się spowiadał.

I na koniec pewna refleksja. Mamy przed sobą trzech ukrzyżowanych. Po środku niewinny Zbawiciel, drugi – żałujący grzesznik, trzeci – zatwardziały. Którymkolwiek jesteśmy – nie unikniemy krzyża na tym świecie!

Krzyż złego łotra był ciężki, potęgował go do złorzeczeń, nie nakłonił do pokuty. Krzyż dobrego łotra zaś był lżejszy i wysłużył mu niebo.

Pewien kapłan powiedział mi kiedyś: „nigdy nie schodź z krzyża życia, bo będziesz miał jeszcze cięższy”. Postanówmy sobie jak dobry łotr trwać przy naszym krzyżu. Najcięższy jest krzyż codzienności, tak, tej szarej rzeczywistości dnia codziennego, obowiązków, odpowiedzialności, za siebie, za innych… Jak on szukajmy w spojrzeniach Jezusa, Jego słowach i ranach siły oraz pomocy.

„Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie może być moim uczniem”.

"Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
mówi Pan, który ma litość nad tobą."

(Iz 54,10)